Światła, światła, światła, ciągle całe życie czerwone światła...
zwłaszcza o poranku gdy trzeba się spieszyć... ile jeszcze tych
czerwonych świateł? Czy przebiec na czerwonym bez względu na to jakie
będą tego konsekwencje? (nie lepiej nie, na czerwonym już przebiegłam
raz i dzięki..) i tylko czekać zostaje, czekać... a inni jadą, jadą,
jadą... nieważne czy ford, fiat, toyota, czy honda czy mini morris...
jadą, szybko jadą do przodu, a ja nie
wiem czy czekać na żółte i zielone... stoję i czekam, czekam czekam
(sic!) a cóż oni... wszyscy jadą, jadą albo przejadą... na czerwonym
przejadą i co mi to da? ...ale stać tak nie chcę! Obejść wszystkie
skrzyżowania, ronda, wielopasmówki? to prawie niemożliwe, nie da się ich
obejść naookoło... przyjrzeć się uważnie i szybko przebiec na drugą
stronę na czerwonym? Przenieś mnie... weź mnie na ręce i przenieś... ja
Ciebie niosę cały czas ze sobą, tylko siebie samej przenieść nie mogę… i
później unośmy się razem co dnia na ziemi-ponad ziemią… Nie chcę tak
dłużej stać i patrzeć na te czarno-białe pasy... na bruk... ani na
niebo, ani na tramwaje... chcę też iść do przodu, jechać, biec, iść na
spacer nieśpieszny... do przodu, do przodu… DO PRZODU...
uljado 18.12.2013 środa
uljado 18.12.2013 środa

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz