piątek, 2 stycznia 2015

"Sala purpurowa"

Hotel, korytarz, pokoje hotelowe, wieczorem po spektaklu, który zobaczyła, miała iść bezpośrednio do siebie, położyć się i zasnąć. Jednak postanowiła na chwile, jeszcze coś sprawdzić, coś zobaczyć.
Otworzyła drzwi, które wyglądały, tak jak wiele innych, nie wyróżniały się zupełnie niczym. Jednak, to co co zobaczyła poźniej ewidentnie ją zaskoczyło. Znalazła się w dużej sali jakby w starym teatrze, ale jak takie przestronne wnętrze mogło się do licha zmieścić i to zupełnie zakamuflowane w zwykłym PRL-owskim hotelu?

Wnętrze było osobliwe, całe purpurowe, miękkie, wszystkie elementy, rzędy foteli i zaokrąglone ściany obite welurem, dużo przestrzeni spowitej jednak lekkim półmrokiem, tylko scena oświetlona punktowymi światłami sprawiała wrażenie skąpanej w intensywnej czerwieni. Schodziła lekko, po schodach pokrytych purpurą, z uśmiechem, powoli, zaskoczona tym co zobaczyła. Na scenie znajdowała się skąpa scenografia, trudno teraz określić dokładniej jaka... Zobaczyła też coś ciekawego w punkcie centralnym, zaskakujący element - dużą wypukłą półkolistą jakby trampolinę. Podeszła na środek tej sceny, żeby sprawdzić jak to jest stać przed mikrofonem i żeby sprawdzić czy na tej dziwnej półkuli da się podskakiwać. Dało się a jakże! I to jak! Przez chwile nasycała się tamtą atmosferą, to było przyjemne uczucie stać przez tak dużą ilością foteli, zwłaszcza gdy nie czuło się obserwowanym, a można było sobie tylko wyobrazić przyjazne ciekawe spojrzenia, stojąc tak w czerwieni w blasku śmiało...
Jednak po nieokreślonej chwili poczuła, że powinna już wracać do zwykłego pokoju gdzie inni już dawno śpią. Trochę zaniepokoił ją mrok spowijający najodleglejsze zakamarki tej bogatej sali. Zamiast więc wracać tymi samymi schodami, zaczęła się wspinać po innych, bocznych, wąskich i stromych, były tak trudne do przebycia, że pod koniec musiała się już także podciągać rękami, wspierając z całej siły o ścianę. Dotarła na górę do małego okienka z ostrym łukiem, gdy próbowała je otworzyć okazało się, że nie da się tamtędy wyjść. Okno było masywne, zdaje się okratowane, lub za ciasne żeby się wydostać.
Wtedy poczuła się jakby to nie był tylko hotel, sala teatralna, ale także wnętrze bardzo dziwnego zamku. Żeby wyjść z tego wnętrza, gdzie brakowało naturalnego światła i świeżego powietrza, powinna zejść ponownie na dół i wejść spokojnie, bez lęku, pewnie, dumnie po tych samych schodach którymi się tam dostała.


uljado 16.02.2014 nd 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz