Gdzieś w oddali czuję i widzę płomienie, o milę stąd a może znacznie
więcej, widzę wyczuwam płonący dom. Gdziekolwiek jestem, biegnę tam, mam
taką możliwość, by przemieszczać się w okamgnieniu, biegnę ulicą i
zatrzymuję się przed mosiężną, bramą, wysoką, ogrodzenie ma na pewno 2
metry, albo i więcej, brama jest wyjątkowa, wykuta szlachetnie przez
mistrza o zapomnianym nazwisku, robi wrażenie, wijące się organiczne
formy tworzą kompozycję, czarną graficzną siatkę, która jednak nie może
odwrócić mojej uwagi... Z ogrodzeniem bowiem, znajduje się duży dom,
kamienica, która wygląda okazale i kiedyś na pewno miała swój złoty
wiek... Jednak obecnie stoi w płomieniach, czuję zapach dymu, jego szara
obecność daje o sobie znać. Pobiegłam tam, wiedziona intuicją,
przeczucia wołały - biegnij tam, w środku mogą być osoby które kochasz,
nie możesz tego tak zostawić. Stojąc pod bramą szarpię ją... dom stoi w
płomieniach, a ja boję się, że w środku ktoś pozostał, nie mogę nic
zrobić, zamknięta jest brama, pusta ulica wybrukowana szlachetną kostką i
ja i cisza i ten dźwięk trzaskający, który trawi materię, przemieniając
ją bezpowrotnie.
ze snu sprzed lat, zapisane 23.10.2013
ze snu sprzed lat, zapisane 23.10.2013

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz