piątek, 2 stycznia 2015

"Fata Morgana"

Na prowincji gdzieś, po wyjściu z bliżej nieokreślonego budynku, dziewczyna, jeszcze o aparycji dziecka spojrzała na ziemię i w brunatnym błocie, mokrym po deszczu ujrzała przybrudzone, na złoto świecące ni to monety, ni to złoto, jakieś szkiełka, jak kolorowe kamyki. Nie było dokładnie widać co to jest, pochyliła się aby je podnieść. Nie wiadomo jednak czy je podniosła, ponieważ wiedziona intuicją, albo przeczuciem, że ktoś ja prowadzi, zaczęła iść, szła drogą piaskową, mimo że droga była nieopodal, nie była mokra od deszczu, tylko sucha jak na pustyni, na jej obrzeżu rosła trawa. Po chwili zaczęła się czołgać, przy samym jej brzegu przylegającym z jednej strony do wzgórz, zorientowawszy się, że po drugiej stronie rozciąga się głęboka przepaść. Obserwowała z góry, to co rozciągało się poniżej, a nie był to widok przerażający. Była to zielona, rozległa kraina, dużo słońca i przestrzeni. Jednak przemieszczała się bardzo ostrożnie, żeby nie znaleźć się zbyt blisko niebezpiecznej granicy, za którą mogłaby ulec niechybnie zgubnemu działaniu grawitacji, zapatrzona w nadmiar naturalnego piękna, które ją urzekało zawsze. Później już poczuła obecność osób, które podświadomie nakazały jej tamtędy iść. Była to kobieta w czerni wyniosła, dumna, silna, ale której się bała, gdyż jej wnętrze było pełne mroku. Wraz z nią wyczuwała obecność jeszcze kogoś, ale tak nieokreśloną, że nie umiała stwierdzić nawet czy to mężczyzna, chłopiec, czy może dziecko.
Zaprowadzili ja (nie widziała ich wtedy, czuła tylko obecność) do miejsca gdzie były baseny z błękitną wodą, wodospady, miejsce relaksu, zielono-niebieskie, byli już tam z nią (nagle i nie wiadomo skąd, może zaproszeni osobno, w tym samym czasie?) jej rodzice. Dalej razem byli w tej wodnej krainie relaksu, która miała być dla nich miejscem odprężenia. Nie wiadomo jednak kiedy nawet, to wszystko zniknęło i przenieśli się do pewnego pokoju. Rodzice zostali najbliżej drzwi wyjściowych, dziewczyna, już jakby bardziej dorosła, teraz nastolatka lub młoda kobieta, ta jeszcze świetlista i wierząca w dobro stała bliżej środka pokoju. Pod oknem zaś stała kobieta w czerni, dziewczyna bała się jej, ponieważ czuła jakby jej wnętrze było jak śmierć wypalone jak popiół i ciemne, zewnętrznie była jak rzeźba z hebanu, piękno ale mroczne, ciało jakby już było tylko samą zewnętrzną powłoką, stała pod oknem, w półmroku lekkim, a na łóżku siedziała druga postać (może mężczyzna) którego nie dało się zobaczyć ani odczuć dokładniej, ale chyba był też brunetem, lub duchem z tej materii czerni.
Kobieta próbowała namówić dziewczynę do podpisania jakiegoś pisma, nieznanej dla niej treści, lecz wyczuwalnej sercem i umysłem. Jednak ona miała silną wolę światła, zawsze zresztą bała się ciemności i wiedziała, że za nic tego nie podpisze, a wcześniejsze obrazy zielonej krainy i parku wód mogły być tylko ułudą, fatamorgana na nią zesłaną... Stanowczo i zdecydowanie siłą woli, mówiła nie, nie wymawiając słów, a te postacie to czuły i nie robiły nic, nie próbowały jej zmusić czy zabić, po prostu widząc, że ich moc nie działa stawały się jakby coraz bardziej martwe i puste w środku. Ona wyczuła to i powiedziała rodzicom: chodźmy stąd, dopóki oni się jeszcze nie obudzili, teraz jest dobry moment... i wyszli.

uljado
ze snu z końca października 2014



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz